Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PAPIERKOWA ROBOTA. Pokaż wszystkie posty

V♥lentines_2019 + walentynka do wydrukowania (valentine card freebies)

Zastanawiałam się co napisać przy okazji Walentynek, które są przez jednych znienawidzone, dla innych obojętne, a jeszcze dla innych okazją by sobie w ten dzień sprawić więcej przyjemności niż codziennie. Choćby ta przyjemność była z lekka kiczowata i trochę na śmieszki. Nieważne. Oczywiście, że kochamy się na co dzień, ale przyznajmy, że na co dzień nie ma czasu na te wszystkie niespodzianki. Chociaż prawdę mówiąc, to Blanka robi mi Walentynki (na bank raz w miesiącu) wtedy dostaję od niej kartkę z "kocham Cię mamo".



Dzisiaj kartkę zrobiłyśmy razem, taką trochę wymyślaną, wycinaną, zginaną i klejoną. I tak sobie myślę, że zamiast tych róż lub psa z zawiązaną kokardą na głowie, na kupionej gotowej kartce walentynkowej, można dać kochanej osobie siebie. Na naszej jest Blanka, ale można zrobić całą rodzinę, to by było extra! Wystarczy wydrukować zdjęcie i przykleić na uprzednio wydrukowany i złożony szablon. Wypisujemy szybko życzenia i wrzucamy gdzie trzeba. Proste, co nie?


Jeszcze jedna historia sprzed kilku dni.
Wieczór, z głośników leci John Mayer z piosenką XO tu KLIK (btw piosenka Beyonce, ale Johna uwielbiam z każdą piosenką, nawet nie jego własną). Blanka choćby i w 100% była zajęta 10 rzeczami na raz, jest w stanie zarejestrować nawet i 11.

Tak więc po jakiejś chwili zostaje rzucone pytanie:
- Ciekawe co by było jakby mi tak Callum zaśpiewał ta piosenkę?
Pytam się więc, dlaczego akurat tą i czemu to ciekawe. A Blanka z rozmarzonym wzrokiem odpowiada:
- bo tam jest "baby you better kiss me".
Koniec końców nie wiem co by było. Nie dowiedziałam się czy by go pocałowała czy nie. Nie każde Walentynki ostatecznie to love story z happy endem. Nawet te w wieku 8 lat.

Na dole nasza własna Walentynka dla nas samych, szablon do wydrukowania dla Was i dodatkowo dymki z wyznaniami miłosnymi do przyklejenia (wystarczy zapisać dwa poniższe zdjęcia, prawym kliknięciem myszy, później zapisz w wybranym miejscu). Potrzebny będzie również kolorowy karton, drukarka, klej i nożyczki + nożyk do cięcia papieru. Wycinamy po czarnych liniach, a te przerywane zginamy. Wystarczy tylko wydrukować odpowiedniej wielkości zdjęcie (może być też rysunek!). Wszystko proste, ale efektowne. Jest jeszcze kilka dni na przygotowanie takiej niespodzianki ;)

A jak skończycie, to polecam przeczytać "Tajemnicę Miłości" Martina Widmarka. Walentynki w wydaniu detektywistycznym. Generalnie serię z Mają i Lassem uwielbiamy, wszystkie "Tajemnice ..." są extra.









ps. kocham ten uśmiech nad życie!

☆ Kalendarz Adwentowy 2018 ☆ Świąteczny, ośnieżony las DIY +szablon do wydrukowania

Kiedyś pisałam o irlandzkiej ekscytacji pogodowej. Przed latem ciągle powtarzają, że w tym roku to będzie latooo! A przed zimą, że bankowo na święta będzie śnieg. Rzadko kiedy sprawdzają się te prognozy - a może raczej zachcianki. Jednakowoż ten rok zaczął się przedziwnie, trwał w tym niepodobnym do Irlandii nastroju zmienności pór roku, więc może i zakończy się niespodzianką? Tego sobie życzę, bo na białe święta cieszyłabym się nie mniej niż mała Madzia 20 lat temu.
A może i bardziej.
Raczej bardziej.
I przypomina mi się zima ze śniegiem po pas, łańcuchami na kołach, taką  zadymką śnieżną, że nie było widać gdzie się jedzie. Dzięki temu, do Zakopanego jechaliśmy jakieś 10 godzin (normalnie tą drogę pokonujemy dwa razy szybciej), w całkowitej ciemności, nawet gubiąc się na moment, żeby dotarłszy na miejsce, po kilku godzinach snu (i mocno padającego śniegu) zgubić samochód przed willą w której spaliśmy. Zgubić, bo tyyyle było śniegu, że samochód został kompletnie przysypany. 

O takim śniegu marzę. Takim, który skrzypi pod butami, sypie w twarz grubymi płatkami i zakrywa parapety aż do połowy okien, a przez drugą połowę patrzymy na śliwkowe, nocne niebo, które jest wyjątkowe w takich warunkach. W tym przypadku powinnam chyba rozważyć przeprowadzkę gdzieś do głębokiej Norwegii, Kanady lub na Alaskę. Brzmi to dość ekstremalnie, ale tak właśnie bardzo brakuje mi śniegu. I te ośnieżone drzewa, z których spadają grube czapy białego puchu. 

Góry w zimie są jak sztaluga dla malarza - ale to zabrzmiało patetycznie! haha - ale tak właśnie jest. Te śnieżne płachty nigdzie indziej jak w górach najpiękniej się prezentują. 
Zapewne dlatego gdy myślałam o kalendarzu adwentowym na ten rok, wpadł mi do głowy pomysł na ośnieżony las - chociaż niektórzy widzą w nim też ośnieżone szczyty górskie. Tak czy siak wszystko pasuje.



W tym roku, z małym poślizgiem i wspólnie z Blanką (całe szczęście kalendarz nigdy nie był kojarzony z robotą świętego mikołaja, elfów czy innych skrzatów z bieguna północnego ;) więc podgonić z produkcją kalendarza mogłam na oczach głównej zainteresowanej) skończyłyśmy nasze 24 drzewka/pudełeczka po południu 1 grudnia. 




Nasz kalendarz adwentowy jest zawsze oparty na 'zadaniach' a nie prezentach. Codzienne prezenciki są dla mnie niezrozumiałym pomysłem, bo ostatecznie to właśnie przez te 24 dni czekamy między innymi na rozpakowywanie prezentów pod choinką, więc jaki sens jest karmienie nimi dzieci dzień w dzień? Zdarzy się, że w kalendarzu będzie drobiazg, który będzie wykorzystany właśnie tego dnia, przy naszym świątecznym zadaniu. I na przykład 8 grudnia Blanka wyciągnie nową foremkę do wycinania pierniczków, lub pomarańczę i paczkę goździków, żeby samodzielnie zrobić zimową herbatę. Pomysłów jest milion.
W tym roku oprócz klasyków adwentowych mamy jeszcze kilka nowości, czyli zagadki, rebusy i dla wielkiej wielbicielki rysowania - zadania plastyczne. 






Szablon pudełka w kształcie choinki/góry wycięłam w trzech różnych rozmiarach. Białym markerem domalowałam białe wierzchołki i płatki śniegu. Po wycięciu i sklejeniu, przyczepiłam je do najprostszej ramki na zdjęcia z Ikea (wyciągnęłam szybkę), wszystkie 24 pudełka mniej więcej równo zakryły całą powierzchnię. Do wierzchołka dołączyłam dzień miesiąca, a do środka włożyłam karteczki z zadaniami. Pudełka celowo nie są zamknięte. Zdecydowanie łatwiej wyciąga się z takich liściki, a w ogóle to kto lubi oglądać porozrywany kalendarz? I tu przechodzimy do kolejnego, ważnego (dla mnie w szczególności :) punktu. 

- otóż nie znoszę stołu po obiedzie. Ani po śniadaniu, czy kolacji. Wtedy, kiedy zostają już tylko puste talerze umazane resztkami jedzenia (nie ukrywajmy, nie wszyscy wylizują talerz jak ja), sztućce walające się na tych talerzach i półmiskach (jeszcze gorzej gdy walają się po obrusie), goście sobie pójdą, a ty zostajesz z tym bajzlem i na niego patrzysz. Tak właśnie wyglądam i czuję się ja, gdy dajmy na to 15 grudnia patrzę na opróżniony do połowy kalendarz, w którym została już tylko część, a  jeszcze przed 14 dniami było tak pięknie. Dlatego tym razem postanowiłam nacieszyć oko całością przez 24 dni. Co daje Blance kolejne wyzwanie, bo codziennie musi wyszukać danego dnia.  

Zostało mi tylko dołączyć szablon do wydrukowania i życzyć udanej zabawy (niekoniecznie na ostatnia chwilę ;) ale już chyba raczej na pewno na następny rok. Na następny rok będzie jak znalazł! :D Grudzień zawsze taki klimatyczny, że pewnie minie nam nie wiadomo kiedy - już przecież mamy 4.


I jeszcze piosenka z dzwoneczkami. Coldplay ♪♫ tym razem.
Strasznie, ale strasznie mocno podoba mi się ta scena na której grają. Te ruchome dekoracje i zmieniające się elementy. I myślę sobie, że kiedyś taką zrobię. Dla zabawy, z kilkoma warstwami do przesuwania i kolorowymi bibułkami w tle, podświetlonymi od tyłu. Ehh... ♥

Bye Bye school! Koniec pierwszej klasy i tutorial DIY na lody z papieru

28 czerwca, minęło dokładnie 4 miesiące odkąd na wyspę zawitała śnieżna, mroźna zima. Na instagramie wstawiłam zdjęcie białego Malahide. Byliśmy w szoku, że to się dzieje na prawdę. Padał śnieg, robiły się olbrzymie zaspy, których nikt nie usuwał bo nie było czym, szalał sztorm i było po prostu zimowo jak nigdy wcześniej.

Po drodze, przez 2 - 3 miesiące żartowaliśmy, że jak zima przyszła, to może i lato do nas zawita. Żartowaliśmy, ale każdy miał nadzieję. 
I co się okazało? Że prawie od początku maja, mamy piękną, najpierw wiosenną a teraz iście letnią pogodę. Mapa Irlandii w prognozie pogody wygląda tak, jakby pokazywała Polskie lato, a nie to tutejsze z temperaturami sięgającymi nawet 32 stopni. Tak, ja dalej jestem w szoku. 


Oczywiście wszystko ma swoje minusy, bo susza już sieje spustoszenie. W ciągu dwóch dni, w górach Wicklow wzywano straż pożarną aż 42 razy.  Palą się torfowiska. Śmigłowce wojskowe gaszą pożary z powietrza. Półwysep Howth, na który tak uwielbiamy jeździć, też jest z wypalonymi czarnymi przestrzeniami. Palą się parki miejskie. Trawniki i skwery, gdzie w zasadzie cały rok trawa jest pięknie zielona, są wysuszone na wiór, że bardziej przypominają te hiszpańskie niż irlandzkie. 
Od dzisiaj, na razie do poniedziałku - wprowadzony jest zakaz podlewania kwiatów, mycia okien, napełniania basenów przydomowych, itp wodą z wodociągów. W całym kraju, zgłaszane są awarie w dostarczaniu wody. To jest kolejny irlandzki szok w tym roku, zaraz po bestii ze wschodu, o której pisałam tu KLIK.
I choć jest cudnie, bo sukienki, sandałki i opalone nosy, to duchota z naturalnie wysoką wilgotnością powietrza dają w kość. A słońce, grzeje mocno, aż piecze skóra. 

I w takim słonecznym dniu, z niebem bez ani jednej chmurki, Blanka kończyła 1 klasę. Podskakiwała z nóżki na nóżkę, z uśmiechem od ucha do ucha (ciągle bez jednej jedynki na górze). Piękniejszego zakończenia roku nie mogła sobie wymarzyć. 

W ramach słodkiego prezenciku, dopasowując się do aktualnej sytuacji pogodowej, zrobiłyśmy z Blanką pudełeczka w kształcie loda w rożku, a do środka włożyłyśmy słodkie co nieco. 
Lody mogą być super pomysłem nie tylko na zakończenie roku, ale na letnie urodziny, imprezki, garden party lub jak pada deszcz (w końcu kiedyś musi) jako przerywnik podwórkowych zabaw. Na dole załączam szablon do wydrukowania, pudełeczko + gałka + polewa. Wystarczy wydrukować, wyciąć i skleić. My swoje rysowałyśmy na kolorowym brystolu, sztywniejszy papier obowiązkowy!  Nasz dostał jeszcze ozdobny, okolicznościowy banerek. W środku zmieścił się lizak, mały twix i krówka.






Jak zrobić latarnię morską? tutorial + szablon do druku #morskie opowieści


Swoją pierwszą latarnię morską i morze, widziałam dokładnie 22 lata temu. To była moja pierwsza kolonia, na którą jechałam mając 9 lat. To były też pierwsze w życiu trzy tygodnie spędzone bez rodziców, siostry, w ogóle na końcu świata. Z domem dzieliło mnie jakieś ponad 800 km. Znałam tylko 1 dziewczynkę.

Teraz, od małej Madzi Blanka jest dwa lata młodsza. I chociaż nie wyobrażam sobie Jej wysłać kilkaset kilometrów gdzieś, daleko, z obcymi ludźmi (mamo nie wiem jak Ty to zrobiłaś, bez nerwicy i kilku zawałów serca, BEZ TELEFONÓW KOMÓRKOWYCH, były tylko karty telefoniczne załadowane na 25 zł i stacjonarny w recepcji ośrodka kolonijnego) to wiem, że poradziłaby sobie lepiej niż ja w tym czasie. Jestem tego pewna na 100%. Jest też wielce prawdopodobne, że wróciłaby z wyprawy życia z suwenirami godnymi młodej kolonistki (tak jak mała Madzia). Czyli biorąc pierwszy z brzegu must have - lakier do paznokci o wściekłych, fluorescencyjnych kolorach pomarańczy i zielonego (na dyskoteki). Całe kieszonkowe wydałaby na lody i chipsy (bo kto by jadł na stołówkach obiady) i przywiozłaby całą masę kiczowatych pamiątek, które z morzem mają tyle wspólnego co nic.

Nie wiem jak by wyglądały posiłki na stołówce, może tak jak mała Madzia krzyczałaby, że małe kurczaki (w żargonie Blanki - cipcipki), których malutkie, puszyste główki i brzuszki narysowane są na wieczku pasztetu to zbrodnia i NIGDY, PRZENIGDY nikt jej nie zmusi do zjedzenia tego?! Wiem co mówię, sama na to patrzyłam, jeść nie mogłam, traumę przeżyłam, została do teraz (ale dobrym pasztetem nie pogardzę, byleby bez etykiet, haha). Kto wie jakby było.

W przeciwieństwie do mnie, Blanka morze widziała mając 9 miesięcy, a mając półtorej roku, przeprowadziliśmy się tu, do Dublina i o ten przysłowiowy rzut beretem mamy wielką wodę. Plaża, muszelki i inne skarby, kutry w porcie i żaglówki w marinie są dla niej zwykłym, codziennym widokiem (który mnie zachwyca po dziś dzień), latarnie morskie których naliczyłam w okolicach Dublina, a które widujemy co rusz, są 4. Dwie w Howth, Poolbeg na South Bull Island i ostatnia w Dun Laoghaire. W całej Irlandii stoi ich mnóstwo, niektóre można zwiedzać, w niektórych można nawet spać, bo pełnią rolę hotelu. Do jeszcze innych trzeba dotrzeć kutrem.

Jedna z najsłynniejszych latarni w Irlandii, wyjątkowo niedostępna, bo mieszcząca się przy południowym wybrzeżu Irlandii Fastnet Rock, to najbardziej wysunięty na południe punkt Irlandii i zarazem ostatni, który widzieli emigrujący w XIX wieku do Ameryki Irlandczycy. Jest najwyższą latarnią w Irlandii. My widzieliśmy ją z półwyspy Mizen Head tu - KLIK. W październiku 2017 roku, w trakcie słynnego i niszczycielskiego dla wyspy Huraganu Ophelia, w latarni morskiej odnotowano podmuchy wiatru o prędkości 191 km/h. To Irlandzki rekord. 

Wspomniana wcześniej Dublińska latarnia Poolbeg, mieszcząca się na South Bull Island, stoi na kamiennym molo, wpuszczonym w zatokę Dublińską. Tędy przepływają codziennie promy irlandzkiego przewoźnika - Irish Ferries i słynna na całą Europę - Stena Line. Łączą Irlandię z Wielką Brytanią, docierają do portu w Walijskim Holyhead, tu KLIK nasze wspomnienia z podróży i wspomniana czerwona latarnia, widziana z drugiej, morskiej strony. Tędy przepływają też codziennie kontenerowce, a w sezonie letnim cruisery. Dwa lata temu, mieliśmy okazję  właśnie z tego miejsca podziwiać wypływający (po postoju w Dublinie) argentyński żaglowiec Ara Libertad tu KLIK i tu KLIK. Stąd najlepiej oglądać wpływające i wypływające statki, bo ma się je jak na dłoni, chyba bliżej się nie da. A tu KLIK latarnia z bliska. Gdy stoimy przy samej latarni, statek jest oddalony o długość ramienia. No prawie ;) Mimo marnego, a raczej żadnego oznakowania, dojedziemy tu samochodem. Tu dokładna lokalizacja KLIK.

Latarnia morska w Dun Laoghaire, też jest zwieńczeniem pięknego, długiego i kamiennego molo. Tutaj ją widać KLIK. Warto tu pospacerować, zjeść pyszne fish & chips a na sam koniec, przy samiutkiej latarni w małej kawiarence wypić kawę. Stąd również wypływają promy pasażerskie do Wielkiej Brytanii, a także mieści się Royal Irish Yacht Club. Po drugiej stronie mariny, w budynku dawnego kościoła mieści się Narodowe Muzeum Marynistyczne. Mam nadzieję, że w te wakacje uda nam się zobaczyć. Przy pięknej pogodzie z zatoki w Dun Laoghaire wypływają dziesiątki żaglówek, które widać z klifów w Howth.

W Howth, najbliższym memu sercu znajdują się dwie latarnie. Jedna w zatoce Howth Lighthouse a druga Baily Lighthouse, na stromym klifie z drugiej strony półwyspu. Obydwie niestety niedostępne dla turystów. Ta w zatoce jest zamieszkana i nieczynna. Obecnie, sygnał świetlny wysyła stojąca paręnaście metrów dalej wieżyczka. Stąd, możemy wyruszyć na rejs wokół Ireland's Eye, czyli małej wysepki znajdującej się dokładnie na przeciwko latarni. Z tej atrakcji jeszcze nie korzystaliśmy, wszystko przed nami! Baily Lighthouse widzimy z promu, którym płyniemy do Wielkiej Brytanii, ale też z pierwszej wspomnianej dzisiaj latarni Poolbeg. Przy Poolbeg, na horyzoncie po naszej lewej  stronie, widzimy klify półwyspu Howth i białą, mieniącą się w słońcu bryłę latarni. 

Wracając do wspomnień.
Moją pierwszą latarnię morską widziałam w Kołobrzegu. Nie pamiętam ile tam schodów było, ale wszyscy się przepychaliśmy, było ciasno a na tarasie widokowym wiało. Z góry to był całkiem nieznany mi widok a sama latarnia, budowlą z kompletnie innej bajki. To był wyjazd, kiedy pierwszy raz zobaczyłam morze i to, jakie to cudowne uczucie iść, iść, iść aż tu nagle szum, bezkres i koniec mojego świata zaczynający się w tym właśnie morzu. 

Latarnia morska  - krok po kroku

Wracając do wspomnień i mojej najulubieńszej zabawy papierem i nożyczkami, zrobiłyśmy z Blanka swoją własną latarnię. Ze światełkiem, tarasem widokowym a nawet flagą na samym jej szczycie. Jest czerwono biała, ale zrobić ja można w dowolnym kolorze. Poniżej dołączyłam szablon do wydrukowania z potrzebnymi elementami latarni. Te, odrysowujemy na kolorowym brystolu, wycinamy, nacinamy i budujemy swoją własną latarnię. 
Żeby było łatwiej, bazę stanowią 2 papierowe kubki do kawy, na nich umieszczamy całą resztę. Moje miały pojemność 340ml / 12 oz. a pozostałe elementy dopasowałam do ich wymiarów. 

Potrzebne będą:
2 kubki o pojemności 340 ml / 12 oz
czerwony brystol
klej / taśma dwustronna / klej do klejenia na gorąco
nożyk do cięcia papieru i nożyczki
linijka
wykałaczka / patyczek do szaszłyków
świateko na baterie (tealight)

Wykonanie:
Pierwszy kubek ustawiamy dnem do góry ozdabiamy paskami z czerwonego kartonu, lub po prostu malujemy plakatówką. Z drugiego odcinamy dno i skracamy do wysokości mniej więcej 6 cm. Tą część będziemy mocować na dnie pierwszego. W niej wycinamy też okna, przez które nasza latarnia będzie nadawać sygnał świetlny. Okna wycinamy na wysokość około 2,5 cm. 


Na kolorowym papierze odrysowujemy podest tarasu, balustradę, dach i flagę. Trójkąciki przy podeście i balustradzie należy zagiąć.
Podest z trójkącikami stroną do góry łączymy z balustradą. W tym miejscu warto pomęczyć się trochę i zrobić w niej barierki, dają fajny efekt.
Trójkąciki z tarasu zaginamy do dołu i smarujemy klejem lub umieszczamy na nich taśmę dwustronną. Przyklejamy dookoła podestu, tak jak widać na zdjęciu poniżej.
Gotowy taras umieszczamy na kubku, można przykleić, ale trzyma się też bez kleju.
Wyżej tarasu, umieszczamy wcześniej wyciętą część z oknami. W środek wkładamy światełko na baterie (nie prawdziwy ogień!)

Okrąg na dach, zginamy czterokrotnie tak, aby powstało 8 zagięć-trójkątów. Jeden z nich nacinamy i wycinamy połowę czyli 1/16 część daszku. Powstałą ćwiartkę smarujemy od spodu klejem i zakładamy na kolejną, pełną część tak, aby stworzyć stożek. 
Na fladze wypisujemy ulubione lub całkiem wymyślone miejsce i umieszczamy na wykałaczce. W szczycie dachu, robimy dziurkę i wbijamy w nią flagę. Nakładamy na ściankę z oknami. 

Gotowe!







Szablon do druku. Wystarczy zapisać obraz i wydrukować.



Jak zrobić latarnię morską?  + szablon do druku

Julestjerne, czyli świąteczna gwiazda w duńskim wydaniu + zdjęcia i film z tutorialem

Gwiazda. Nic dziwnego, że to ona od zawsze króluje na naszych choinkach i domowych świątecznych ozdobach. To właśnie ona, jest jedynym symbolem bezpośrednio nawiązującym do narodzin Jezusa. Ma przypominać Gwiazdę Betlejemską, która prowadziła pasterzy i trzech króli do nowo narodzonego. 

"ujrzeli na wschodzie, wskazywała im drogę, a doszedłszy do miejsca, gdzie było dziecię, zatrzymała się" 
(Ew. wg św. Mateusza).

Od listopada świąteczne ozdoby zalewają sklepy, czekoladowe mikołaje, mrugające lampki  i plastikowe bombki znajdziemy już wszędzie. I choć łatwo kupić, warto pobawić się trochę w domu i zrobić sobie swoje własne, domowej roboty ozdoby choinkowe. W tym roku, nasza choinka będzie przystrojona tylko w takie ozdoby. A jej główną dekoracją będą popularne w Danii JULESTJERNE, czyli dosłownie - bożonarodzeniowe gwiazdy. Są zrobione z 4 pasków papieru, złożonych w taki sposób, że tworzą trójwymiarową gwiazdę, identyczną z jednej jak i drugiej strony. System składania nie jest wcale taki trudny, na jaki wygląda. Sama przejrzałam kilka filmów na YouTube, skandynawskich blogów, na których krok po kroku wyjaśniają jak składać papier. Poszło sprawnie, bo temat wcale nie jest taki ciężki. Gwiazdki są urocze i jak najbardziej mogą nam zastąpić tradycyjne bombki. 


Do ich wykonania potrzebujemy duży arkusz papieru, najlepiej format A3. Moje paski miały długość 45 cm a szerokie były na 1,5 cm. Po złożeniu wychodzi nam gwiazdka o średnicy ok 7 centymetrów, czyli maluszek. Jeśli chcemy, żeby była większa, odpowiednio wydłużamy i poszerzamy paski. Chodzi o to, żeby same paski nie były za krótkie. Nie jesteśmy wtedy w stanie ich przepychać, a co za tym idzie w ogóle złożyć gwiazdy. Ważny jest też rodzaj papieru z którego będziemy ją wykonywać. Grubszy karton lub bristol się nie sprawdzi, najłatwiej przepycha się lekko woskowany, coś w stylu pergaminu do pieczenia. W papierniczym można też spytać o specjalne paski do składania papierowych gwiazd, ja własnie takie miałam. Każde zgięcie, warto porządnie zaprasować a najlepiej wygładzić paznokciem. Im bardziej zaprasowane zagięcia, tym ładniejsza gwiazdka.

Wycięte paski składamy na pół. Wolne brzegi ścinamy po skosie, wtedy łatwiej będzie nam przepychać między sobą paski. 


Wszystkie cztery układamy w kwadrat tak jak na zdjęciu poniżej. 1 górny pasek skosem do góry, później zgodnie z ruchem wskazówek zegara. 
1 wkładamy prostopadle w drugi, na drugi zakładamy trzeci ścięciem do dołu. A czwarty nakładamy prostopadle na trzeci ścięciem w lewo, tym samym wkładając końcówkę w środek pierwszego. 



W tym momencie zaczynamy kształtować ramiona gwiazdy.


Teraz obracamy o 90 stopni w lewo i powtarzamy powyższe cztery punkty jeszcze 3 razy, aż uzyskamy obrazek jak poniżej.


Teraz obracamy na drugą stronę (pleckami do góry) ma wyglądać jak poniżej


Teraz rozpoczynając od górnego paska, składamy dokładnie w taki sam sposób jak przed chwilą pozostałe cztery tak, aby tworzyły, powiedzmy literę M z każdego rogu.


W kolejnym kroku, "rozplatamy" paski. Zaczynamy od lewego dolnego, zgodnie z ruchem wskazówek zegara, tak jak poniżej.


i otrzymujemy


następnie kształtujemy wypukłość gwiazdki (ta środkowa część)


obracamy o 90 stopni w lewo i powtarzamy to samo, z kolejnym paskiem i kolejnym i kolejnym.


aż powstanie gotowa, jedna strona gwiazdki - o taka:


gwiazdkę obracamy pleckami do góry


i tak jak na pierwszej stronie, "rozplatamy" paski. Zaczynamy od lewego dolnego, zgodnie z ruchem wskazówek zegara, tak jak poniżej.


i otrzymujemy


następnie kształtujemy wypukłość gwiazdki


teraz już tylko zostaje przyciąć wystające paski



i nasza gwiazdka gotowa!


jak klikniecie w zdjęcie powyżej, wylądujecie na YouTube gdzie można zobaczyć to samo, ale w wersji video.
Nie zostaje mi nic innego, jak namówić Was do wspólnego gwiazdorzenia ;)